wtorek, 27 maja 2014

Drugie życie krzesła.

Stare (lata pięćdziesiąte), brzydkie (brązowa emalia) i zimne krzesło stało się dla mnie inspiracją do stworzenia zupełnie nowego mebelka. Okazja była wyborna - Dzień Matki.  I tak oto powstał stary nowy mebel, krzesło do pokoju mojej Mamy.

Gdy zaczęłam myśleć o tym, jakim chciałabym owe krzesło uczynić, zauważyłam w jednym ze sklepów tkaninę w kratkę - lniany, naturalny obrus. To była inspiracja, a reszta ułożyła się sama :-)

Krzesło przed renowacją wyglądało tak:



Po zdjęciu warstwy wierzchniej okazało się, że krzesło w oryginalnej odsłonie miało piękne bukowe drewno. Niestety, usuwanie emalii za pomocą piaskowania. opalarki i papieru ściernego sprawiło, że krzesło nadawało się wyłącznie do pomalowania go farbą kryjącą. W niektórych miejscach drewno dało się doczyścić przepięknie i te fragmenty kusiły, aby jednak dopracować mebelek i pokryć go wyłącznie olejem…

























Ale pomysł na to krzesło był inny. Pomalowałam je białą kryjącą farbą okienną. Dopiero druga warstwa pozwoliła wydobyć właściwą, czystą barwę. A właściwie jej brak, bo biały, to nie kolor :-)





Pozostało tylko (lub aż…) zrobienie miękkiego siedziska :-) To, co było najgorsze w użytkowaniu starego krzesła, to zimne drewno pod pupą :-(
Jako pierwszą warstwę, wycięłam gąbkę. Dopasowałam kształtem do siedziska.

























Następnym etapem było "zrobienie na biało", czyli wyłożenie grubą watoliną, uformowanie siedziska i przytwierdzenie go zszywkami do krzesła. Ważne okazało się formowanie rogów - takie ułożenie watoliny, aby równo, stabilnie i miękko wypełniła rogi.




Po obcięciu nadmiaru watoliny, przyszła kolej na tkaninę. Tapicerowanie jako takie wiąże się z mocnym naciąganiem tkaniny, dlatego też preferowana jest obiciówka, żakard, atłas… A mój lniany obrusik taki sobie…



Zaczęłam od środka - pierwsze zszywki pod siedziskiem, z przodu, następnie boki i na końcu tył krzesła. Formowanie rogów, naciąganie tak, aby wzór bardzo nie uciekał :-) Trudnością okazała się jakość sprzętu - mój taker wypuszczał zszywki, gdy mu się zachciało… Jedną na kilka uderzeń. Gdy się naciąga tkaninę, skupia nad tym, aby było prosto, bez zmarszczek i fałdek, naprawdę irytujący jest słaby sprzęt.

I oto efekt. Krzesło w swoim kolejnym, mam nadzieję, lepszym wcieleniu :-)


4 komentarze:

  1. Super!!! Jestem pod wrażeniem! Orobiłaś się z siedziskiem, jestem pewna, ale opłacało się ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :-) Siedzisko uczyniło krzesło damskim :-), czyli mocno grzeje, gdy się siada. I oczywiście jest dekoracyjne, warto bylo. Jeszcze raz dziękuję za inspiracje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda znakomicie !
    gratuluję samozaparcia i chęci :)
    stąd tworzą się sentymenty do pewnych rzeczy, oby zrozumiane przez osoby trzecie ;)
    sukcesów dla ciągu dalszego !


    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję. To krzesło robiłam jeden dzień, od świtu do północy, ale nie wiem jak z tym samozaparciem będzie przy fotelach :-) i innych - co najmniej dwudniowych przedsięwzięciach. Trzymaj za mnie kciuki :-)

    OdpowiedzUsuń